Tak się złożyło, że mimo niekorzystnych okoliczności geograficznych córeczka przyjdzie na świat w tym samym szpitalu, co ja. W zasadzie można chyba mówić o szpitalu rodzinnym, skoro urodziły się tam obie siostry i dwójka siostrzeńców. Przypomniałem sobie przy okazji postać nieżyjącego już niestety lekarza-przyjaciela rodziny z tej kliniki. Sam szpital, położony nieco na uboczu, rzut kamieniem od ogrodu botanicznego to dość miły oku obiekt. Z niejasnego powodu uspokajają mnie łuki sklepienia korytarzy. W dodatku jesień dookoła wygląda po prostu ładnie.

